życie

Moje dziwactwa z dzieciństwa

9/15/2015Weronika Rossey




Chciałabym Wam przestawić moje dziwactwa czyli dziwne rzeczy, które mówiłam/robiłam w swoim dzieciństwie. Dzisiaj trochę się ze mnie pośmiejecie :D Sama jak sobie to przypominam to chce mi się śmiać :) Więc zaczynamy !

SARNA NA WYSOKOŚCI
Małe dziecko, które zaczyna chodzić z rodzicami do kościoła, zazwyczaj w kościele zaczyna naśladować innych jak i swoich rodziców, którzy stanowią dla niego wzór. Tak było i ze mną. Nie byłam jeszcze u komunii, więc nie posiadałam książeczki - nie umiałam wtedy nawet dobrze czytać. Chciałam uczestniczyć we mszy tak jak wszyscy. Z każdą kolejną mszą podłapywałam nowe słowa. I od 4 roku życia do swojej komunii zamiast śpiewać "Hosanna na wysokości" ja śpiewałam "Sarna na wysokości" i to jeszcze najgłośniej jak umiałam. Wszystko gubiło się w tłumie, ale szok przeżyłam czytając prawidłową wersję w Drodze do nieba - gdzie się podziała moja "sarna" ?! :D

ZABAWA W PROFESJONALNĄ FRYZJERKĘ
Powiedzcie mi - kto nie próbował w dzieciństwie samemu obcinać sobie włosów ? Pewnie wiele dziewczyn będąc małą dziewczyną, chciało pobawić się w fryzjerkę. I ja też ! Sąsiadka, która była ode mnie pół roku starsza zmieniła fryzurę, a ja co ? Też musiałam mieć taką samą, tylko problem był w tym, że mama nie chciała zabrać mnie do fryzjera :( Werka nie głupia była, dorwała nożyczki i zaczęła swoje cudanki - minę mojej mamuśki pamiętam do dziś. Wtedy nagle chciała jechać ze mną do fryzjera. Nie pamiętam do końca jak wyglądałam, ale gdy to wspominam to moja mama mówi "Ty to byłaś niezłe ziółko" z tą taką miną, która wyraża więcej niż 1000 słów :D

DOBRY PIASEK NIE JEST ZŁY!
To pamiętam dobrze do dziś. Uwielbiałam zabawę w piasku! Och, a gdy jeszcze znalazłam glinę (cokolwiek innego to było) to byłam w siódmym niebie, lecz nie to jest najlepsze. Zawsze po skończonej zabawie sypałam sobie piasek....na głowę ! Dlaczego ? Bo jak wytrzepywałam to tak śmiesznie "szurało". Przez to moja mam codziennie musiała myć mi włosy, niezależnie czy był to poniedziałek czy niedziela. Piasek musiał być :D

ŚLIMAKI
Od zawsze uwielbiałam zwierzęta. Obok mojej szkoły podstawowej, koło takiego dużego drzewa można była znaleźć ogromne ślimaki. Jak dla dziewczynki, która widywała do tej pory tylko takie malutkie to było coś. Uuu takie ślimaki mieć w domu toż to prawdziwy skarb. I tak ten skarb "przynosiłam" do domu. W podstawówce do domu wracałam gimbusem, więc jak tu przemycić ślimaki ? A w chlebaku z dziurkami. Zawsze trzymałam go w ręce, jadąc busem, więc niektórzy uważali mnie za "dziwną". Przecież nie mogłam takiego biednego ślimaczka wsadzić do chlebaka i wrzucić do plecaka. Mój rekord to przemycenie w ciągu jednego dnia ponad 20 ślimaków jadąc autobusem, a i tak nikt się nie zorientował. Byłby ze mnie dobry przemytnik :D Oczywiście potem wypuszczałam ślimaki u siebie w ogródku, żeby się rozmnożyły i żyły w mojej posiadłości, a chlebak szorowałam zawsze dwa razy płynem do mycia naczyń :)

Jak widzicie będąc mała byłam dość śmieszna i dziwaczna, ale życie ma się jedno, trzeba z niego korzystać w 100% :)

A Wy pamiętacie jakieś swoje dziwactwa z dzieciństwa ?

ZERKNIJ TAKŻE TUTAJ

0 komentarze

GOOGLE +

OBSERWATORZY

Formularz kontaktowy